Przypowieść o mężu i żonie. Czyli o tym dlaczego - niekiedy, to co spotyka człowieka na końcu jest gorszeod tego co było na początki.
Mąż zdradził żonę, przez wiele lat żył z wyrzutami sumienia, w końcu zdecydował się wyznać żonie prawdę. Mówi do żony: Żona moja kochana, wiele lat temu zdradziłem cię z twoją koleżanką. Ukrywałem to przez te wszystkie lata, żyjąc z wyrzutami sumienia. Żona gdy usłyszała słowa męża. Podskoczyła uradowana, szczery uśmiech pojawił się na jej twarzy. I mówi do męża. 12 do 1 frajerze! Wygrywam 12 do 1 frajerze! A morał z tego taki: Jeden grzech prowadzi do następnego. A to co spotyka człowiek na końcu jest gorsze od tego co było na początku. Mt. 4 (45) Odchodzi więc, aby wziąć ze sobą siedmiu innych duchów, gorszych od siebie. Przychodzą tam i zamieszkują. I to, co spotka człowieka na końcu, jest gorsze od tego, co było na początku. Tak też będzie i z tym pokoleniem przewrotnym. A gdy już skończyła się cieszyć. Mówi mężowi. Głombie, koleżanka o wszystkim mi powiedziała. Bardzo mi współczuła bo chujowo ją ruchałeś. A z tego morał taki: Należy grzeszyć tak, by nikt się o tym nie dowied...